Rok temu przed meczem z FC Moose mieliśmy w drużynie nieprawdopodobny "szpital". Urazy, choroby, wyjazdy... Przez moment wydawało się, że nie zbierzemy nawet meczowej siódemki. A jednak drużyna zmobilizowała się w ostatniej chwili, zacisnęła zęby i stanęła do walki. Na trybunach zasiedli nawet gracze kontuzjowani, co u nas nie zdarza się często. Pojedynek zakończyliśmy remisem 1:1, co rywali pozbawiło szans na podium, a nam zapewniło co najmniej brązowe medale. Mimo wszystkich przedmeczowych problemów, to my byliśmy stroną przważającą. I w końcówce, gdy rywal się już zupełnie odkrył, to my zmarnowaliśmy kilka wybornych sytuacji.

 

Niestety obecnie daleko nam do ówczesnej formy, czego wyrazem jest klęska, jakiej w piątej kolejce doznaliśmy z rąk zawodników Moose (0:4). Zdarzało nam się rozpocząć sezon od dwóch porażek (wiosna 2013), lecz jeszcze nigdy w historii naszych superligowych występów nie mieliśmy tak mizernego dorobku po pięciu kolejkach (5 pkt). Patrząc na tabelę trzeba uświadomić sobie, że zamiast o medalach, musimy zacząć myśleć o sposobach utrzymania się w lidze. Terminarz niestety nie jest sprzyjający - w najbliższym czasie przed nami pojedynki z głównymi faworytami rozgrywek (Kuźniki, WSOWL, Przyjaciele Tifosek), gdzie o punkty będzie trudno.

Obecny kryzys dość mocno nas przybił, lecz chyba nie możemy czuć się zaskoczeni, ponieważ jego oznaki widoczne były od dawna. Gdy jesienią w kuriozalnych okolicznościach straciliśmy szansę na Mistrzostwo (gol strzelony przez Kuźniki w ostatniej sekundzie, kiedy grali w osłabieniu), resztę meczów oddaliśmy już praktycznie bez walki. Nie było zaangażowania, determinacji, które zawsze nas charakteryzowały.

1/10

Wybrane zdjęcia z sezonu Wiosna 2015

 

Zimą snuliśmy ambitne plany. Wszystko wydawało się na dobrej drodze: omówiliśmy cele i taktykę, przeprowadziliśmy solidne wzmocnienia (Mateusz, Piotr, Kuba, Marek), zaplanowaliśmy wiele przedsezonowych sparingów z mocnymi rywalami. Niestety przygotowania zostały mocno pokrzyżowane przez serię kontuzji. Z gry wyłączeni byli Artur, Cuba, Maniek, Ruter, Mateusz, Piotr (niektórzy przez kilka miesięcy). Czasem przystępowaliśmy do meczów towarzyskich z jednym tylko nominalnym graczem ofensywnym. I właśnie ta nasza gra ofensywna kuleje do dzisiaj... Bardzo brakuje nam czucia piłki. Próby szybszej gry na jeden kontakt zbyt często kończą się stratą, więc odruchowo zwalniamy, dopieszczamy zagrania, tracąc przez to dynamikę akcji i element zaskoczenia. Nie ma naszych firmowych prostopadłych piłek za plecy obrońców; nie ma, nieco nonszalanckich, zagrań piętą. W efekcie nie ma też podań otwierających drogę do bamki. Brakuje nam z przodu pewności siebie, bo za mało mieliśmy okazji, by potrenować przed sezonem w pełnym składzie.

 

Wspomniałem, iż słabsza gra nie powinna być zaskoczeniem. Faktycznie, nigdy w historii (a gramy już przecież kilkanaście lat!) nie notowaliśmy tak kiepskich wyników w okresie przygotowawczym. Był to czytelny sygnał ostrzegawczy, który zlekceważyliśmy, licząc na to, że gdy na boisko powrócą kontuzjowani gracze, wszystko się unormuje. Owszem, zawodnicy wrócili, ale forma już niekoniecznie. Nad nią trzeba systematycznie pracować.

 

Nie ma z nami Króla Strzelców ligi Wrocbal, ale przecież i Cuba, i Artur przez wiele lat potrafili zaliczać się do najskuteczniejszych napastników w lidze. Tylko czy będą jeszcze w stanie odbudować dawną formę? Aby to osiągnąć, nie wystarczy przecież sama dobra wola. Trzeba nie tylko szukać możliwości gry w piłkę (tak, 30 minut na tydzień to stanowczo za mało!), lecz czasem wysilić się także na inną aktywność. Bieganie? Rower? Siłownia? Squash? Jest wiele możliwości, z których dawniej korzystaliśmy. Nie piszę tego wyłącznie w odniesieniu do naszych napastników. Dobre przygotowanie fizyczne to podstawa. Pozostałym zawodnikom też przydałoby się więcej ruchu, a przede wszystkim więcej okazji do pokopania piłki. Trzeba chcieć - czas pokaże, kto w drużynie ma jeszcze ochotę nad sobą popracować (i dla własnego samopoczucia, i dla dobra zespołu).

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Blitz Wrocław w sezonie Wiosna 2015

od lewej stoją Maniek, Grześ, Cuba, Ruter, Artur, Piotr

poniżej Piotr, Łukasz, Dudis i Kruku

brakuje Marka, Kuby, Adina, Bruna oraz dwóch Mateuszów

 

Przed nami jeszcze sześć spotkań ligowych. Do utrzymania będziemy zapewne potrzebować dwóch, albo trzech zwycięstw, co - biorąc pod uwagę klasę najbliższych rywali - wcale nie będzie takie proste. W najgorszym scenariuszu dwa ostatnie mecze (WrSport, Rycerze Ni) będą kluczowe. Mamy do nich sześć (!!!) tygodni. To naprawdę bardzo długi okres i każdy z nas ma szansę, by w tym czasie odbudować formę. Ale oczywiście trzeba zacząć coś robić w tym kierunku. Najlepiej od teraz.

 

W między czasie czekają nas jeszcze cztery inne pojedynki. A może już w nich uda się zdobyć punkty? Przecież wrocbalowi komentatorzy podkreślali wielokrotnie, że na niektóre drużyny potrafimy się jakoś szczególnie zmobilizować. Obecny sezon nam nie wyszedł, ale głowy do góry! Przetrwamy ten ciężki okres, w wakacje zadbamy o formę, a jesienią po raz kolejny staniemy do walki o najwyższe cele. :)