Za nami wieczór pełen wielkich, sportowych emocji. Obie drużyny bardzo poważnie podeszły do meczu: zawodnicy zjawili się z dużym wyprzedzeniem, by przeprowadzić rozgrzewkę i ostatni raz powtórzyć  założenia taktyczne. Finał rozpoczął się z kilkuminutowym opóźnieniem. Niespodzianką była nagła zmiana obsady sędziowskiej. Adriana Miedzińskiego zastąpił Marcin Niciński, który - trzeba to przyznać - znakomicie poprowadził zawody.

 

Stanęliśmy do walki mocno osłabieni. W obronie zabrakło będącego ostatnio w wyśmienitej formie Przemka, którego zastąpić mieli wracający do składu po przerwie Piotrek oraz Marcel. Poza tym jako obrońcy wystąpili Marcin i Grześ. Z kolei formacja ofensywna (Maniek, Ruter, Artur, Cuba) musiała sobie radzić bez Michała, który w tym sezonie najmocniej napędza nasze ataki. Zmiana nastąpiła też w bramce, gdzie miejsce nieobecnego Łukasza zajął Marek.

 

Atmosfera przed meczem była bardzo serdeczna. Obie drużny znają się dobrze od wielu lat. Walka między nami zawsze była zacięta, pełna determinacji, ale jednak prowadzona w duchu fair play. Nie inaczej było tym razem.

 

Pierwsza połowa okazała się bardzo wyrównana. Obie ekipy dały istny popis skutecznej gry w destrukcji. Ustawienie, przekazywanie krycia, "czytanie" gry, przechwyty - wszystko było na naprawdę spektakularnym poziomie. Wielka Niewiadoma wycofała się na swoją połowę, zagęszczając obronę na przedpolu i starając się odciąć naszych napastników od prostopadłych piłek. Po przechwycie próbowali szybkim, długim podaniem uruchamiać kontrataki. Te były jednak umiejętnie przerywane przez naszych defensorów. My, atakując, dłużej od rywali wymienialiśmy podania, lecz nie potrafiliśmy znaleźć żadnej luki w ich szczelnej obronie.

 

Mecz miał dokładnie taki przebieg, jakiego się spodziewaliśmy i chyba nikt nikogo niczym nie zaskoczył. Słuchając okrzyków zawodników Wielkiej Niewiadomej łatwo można było stwierdzić, że odrobili zadanie domowe. Wiedzieli, w jaki sposób nas kryć, jak się ustawiać przy stałych fragmentach. My w defensywie także skutecznie realizowaliśmy przyjętą taktykę, więc w pierwszej połowie akcji podbramkowych było jak na lekarstwo. 

 

Rywale raz realnie zagrozili naszej bramce. Miękka wrzutka z autu wylądowała na zupełnie pustym polu, w które wbiegał jednak rozpędzony zawodnik Wielkiej Niewiadomej. Jego strzał zatrzymał się na poprzeczce. Po drugiej stronie boiska oddaliśmy kilka strzałów z dystansu, lecz na ogół nie leciały one w światło bramki. Natomiast próby szybszej gry kombinacyjnej kończyły się na pierwszym lub drugim podaniu, bo za mało sobie pomagaliśmy. Zbyt wolno pokazywaliśmy się do gry, utrudniając odegranie zawodnikowi z piłką.

 

W przerwie zgodziliśmy się, że przy tak wyrównanym pojedynku zadecydować może jeden błąd i mobilizowaliśmy się wzajemnie, by takiego błędu uniknąć. Drugą połowę zaczęliśmy jednak dość nerwowo. Po kilku minutach już wydawało się, że opanowaliśmy sytuację, lecz wówczas rywale zadali nam pierwszy cios. Wielka Niewiadoma miała piłkę w narożniku boiska, ale dobrze ustawiliśmy obronę i sytuacja była pod kontrolą. Nagle ich zawodnik zbiegł do środka i nie niepokojony przez nikogo uderzył futbolówkę, a ta od słupka wpadła do naszej bramki. Szok! Dlaczego w czasie całej akcji nikt nie próbował mu przeszkodzić?

 

Chwilę później doskonała okazja na wyrównanie. Cuba dostaje podanie na "szesnastce", krótkim ruchem tworzy przed sobą"uliczkę" i zagrywa prostopadłą piłkę do Artura, któremu jednak zabrakło dosłownie kilku centymetrów, by odpowiednio dostawić nogę i zdobyć bramkę.

 

Tak, tak... Wszyscy wiemy, że niewykorzystane sytacje się mszczą... Tłok, zamieszanie na naszym przedpolu. Zamiast w najprostszy sposób wybić piłkę, próbujemy ją opanować. Strata, strzał, gol. Przegrywamy już 0:2. Jeszcze próbujemy odwrócić losy meczu, ale gra staje się coraz bardziej chaotyczna. Nie mamy nic do stracenia i coraz bardziej się odkrywamy. Ruter zagrywa do Artura i znowu brakuje kilku centymetrów. Po rzutach rożnych do strzałów dochodzą Grzesiu i Cuba. Z dystansu uderzają Marcel i Artur. Tymczasem rywale coraz groźniej kontratakują. W końcu zupełnie niepotrzebny drybling i strata w środku pola. Wielka Niewiadoma błyskawicznie rusza do przodu i zdobywa ostatnią bramkę. Ta akcja była dla mnie najsmutniejszym momentem meczu. Większość naszych zawodników nawet nie próbowała wracać do obrony. Brakowało sił? Więc dlaczego nie została dokonana zmiana? Brakowało motywacji? Tym bardziej należało usiąść na ławce. Nie tak ma wyglądać nasza gra - wiele razy o tym rozmawialiśmy. 

 

Finał Pucharu Ligi wygrała drużyna lepsza. Gratulacje dla Wielkiej Niewiadomej i jej kapitana Andrzeja Jaskowskiego. Byli świetnie przygotowani taktycznie. Wiedzieli, co chcą grać, jak się ustawiać i konsekwentnie to realizowali. Po pierwszej połowie wydawało się, że i my będziemy w stanie całkowicie zneutralizować ich poczynania ofensywne. Niestety kilka błędów indywidualnych dało rywalom okazje strzeleckie, które potrafili wykorzystać.

 

W naszych poczynaniach były momenty niepotrzebnej nerwowości. Na początku pierwszej połowy bardzo niedokładnie rozgrywał Marcel; w drugiej nieatakowany Cuba parę razy wybijał futbolówkę na oślep. Pod bramką rywali, o czym już pisałem, za mało było współpracy - gdy napastnik dostawał piłkę, miał niewystarczające wsparcie od pozostałych graczy. Do utraty pierwszego gola nasi obrońcy prezentowali się doskonale. Kryli krótko, przecinali podania, odcinali od piłek Andrzeja. W końcówce, w mojej ocenie, niektórzy grali zbyt indywidualnie. Po raz kolejny każdy chciał, ale każdy próbował po swojemu odmienić losy finału... I po raz kolejny przekonaliśmy się, że indywidualne, nieskoordynowane wysiłki wcale nie poprawiają naszej skuteczności w ataku, a totalnie rozbijają grę w obronie.

 

Za nami pierwszy w naszej historii finał Pucharu Ligi. Oczywiście dziś zapowiada się smutny wieczór, ale taki jest sport. Po serii zwycięstw na ostatnim szczeblu spotkaliśmy bardzo mocnego przeciwnika, który tego dnia okazał się lepszy. Wielka Niewiadoma na pewno jest jednak w naszym zasięgu i mam nadzieję, że w kolejnych edycjach będziemy mieli okazję, by się zrewanżować.

 

Teraz czekają nas jeszcze dwa ostatnie mecze ligowe. Nie będzie łatwo, bo naprzeciw nas staną walczące "o życie" ekipy FC Moose oraz RTV Euro Agd. Póki co zagwarantowaliśmy sobie srebrne medale, co jest najlepszym wynikiem w naszej historii. To piękna nagroda za naprawdę dobry sezon. Cieszymy się z tego, a jeśli uda się zdobyć coś więcej... Byłoby pięknie!

 

Cuba